Skrócony - Opowiadania - World of WarCraft

Opowiadania

Data publikacji : 28.07.2011

Skrócony

"Skończyliśmy przeszukiwać górne platformy w sektorze 17, sir. Wygląda na to, że miejsce to nie zostało zbyt mocno zmienione od czasu naszego, uh, odejścia. Rzecz jasna wszystko śmierdzi troggami..."

"Mmmm, tak - ten wspaniały aromat pleśni i świerzbu. Zdecydowanie odechciewa się jeść, wiem."

Kapitan Herk Winklespring skrzywił się, blednąc nieco po usłyszeniu tego opisu. Odór zdecydowanie odbijał się na morale.

"Twoja drużyna otrzymała mój najnowszy model Hiper-szybkiego Zatykacza Nozdrzy?"

"Tak. Ten zapach... czuć go jednak w ustach sir. Niezależnie od tego jak dobrze zatkany jest nos." Winklespring odchylił głowę, ukazując swe okazałe nozdrza, które faktycznie były dobrze zatkane. "Dwóch członków mojego oddziału poprosiło o transfer do Trollowego Patrolu w Anvilmar, a mój medyk chce wiedzieć, czy oferujemy urlop smrodowy."

Wielki Wynalazca Gelbin Mekkatorque westchnął, unosząc swe okulary ponownie na czoło, po czym pogładził się palcami po nosie. Nowe okulary sprawiały mu ból, a ich poprawienie było pierwszą rzeczą spośród tysięcy, które zaplanował zrobić po tym spotkaniu. Nie zasnął poprzedniej nocy, a skóra w miejscu gdzie opierały się jego oprawki była bardzo podrażniona. Odbicie Gnomeregan okazało się być czymś więcej, niż jedynie rutynową misją wojskową.

Weźmy pod uwagę chociażby ten odór. Jednym z problemów ogromnego podziemnego, mechanicznego miasta - jednym z setek - była wentylacja. Działając na pełną skalę, sieci wiatraków, wentylatorów i filtrów, wymagały grupy piętnastu techników pracujących bez przerwy, aby w Gnomeregan pachniało czysto i świeżo. Lata obecności troggów sprawiły, że w powietrzu utrzymywała się gęsta zasłona smrodu, którą trudniej było usunąć od samych najeźdźców.

"Nie martw się, kapitanie. Mądrale z Korpusu Alchemików pracują w tym tygodniu nad prototypem Specjalnych Dział Przeciw-odorowych. To powinno pomóc w pozbyciu się tego smrodu z naszego miasta. Może ty i twój oddział powinniście wziąć sobie wolne dzisiejszego dnia, napijcie się w Thunderbrew?"

Drugi gnom uśmiechnął się, zaslutował i szybko skinął głową.

Mekkatorque obrócił się do schematów leżących na stole za nim i ponownie nałożył okulary. Mimo, że niektóre dzielnice Gnomeregan wciąż były zajęte przez wroga, inne wpadły w jego ręce zaskakująco łatwo. Oczywiście pomoc Przymierza była nieoceniona w tej kwestii, jednak Gelbin nie był tego taki pewien. Sala Kół Zębatych wyglądała niemal na... opuszczoną. Nie było to typowe dla jego starego wroga, aby tak łatwo oddawał terytoria.

Gelbinowi przerwał ktoś kto chrząknął tuż za nim. Kapitan wciąż stał w miejscu wykręcając ręce.

"Przepraszam, coś jeszcze, kapitanie?"

"Cóż, tak, Wielki Wynalazco. Jeśli nie masz nic przeciwko chciałem zapytać..."

"Śmiało."

"Tak, sir. Chodzi o to, że niektórzy, w tym ja, zastanawiali się dlaczego zostaliśmy wysłani aby zabezpieczyć ten sektor. Nie znajduje się on w pobliżu linii frontu i nie ma tam żadnych wartościowych zasobów - ani strategicznej wartości. Wygląda na jakąś bibliotekę oszalałego starca. Sir."

"Biblioteka starca, mówisz?"

Kapitan Winklespring uśmiechnął się. "Ha, takie odniosłem wrażenie, sir - piramidy starych ksiąg, poupychane papiery i coś co wygląda na tunel wzniesiony z metalowych odpadów..."

"Cóż, wydaje mi się że projekt koleji Deeprun Tram trochę tak wygląda..."

"Ee... sir?"

"To były moje komnaty, kapitanie."

"Twoje... twoje komnaty, sir? Oh. Oh. Przepraszam, Wielki Wynalazco. Nie było moim zamiarem..."

"Cóż nie tego się spodziewałeś po kimś takim jak ja, hm?" Gelbin zachichotał i przechylił się do przodu, żeby poklepać po ramieniu zażenowanego kapitana. "Nie martw się, Winklespring. Może zajmowałem wygodny tron w Sali Wynalazców, jednak moja prawdziwa praca, rozmyślania i wynalazki powstawały w tej bibliotece oszalałego starca. Czy mógłbyś wychodząc dać znać sierżantowi Copperbolt, że jestem gotów na inspekcję? Dziękuję za cały trud włożony w twoją pracę, kapitanie."

*      *      *

Gelbin poczekał aż ochrona zniknie za rogiem zanim porzucił swój uśmiech. Jego ramiona opadły z ciężkim oddechem.

To było trudne. Trudno było mu powrócić do swych badań. Nawet po tak wielu latach nieobecności, to było to miejsce, które wyobrażał sobie tyle razy, ile ktoś wymawiał słowo dom. Przez lata żył pod opieką swych sojuszników, którzy mimo swego szlachetnego czynu, wciąż patrzyli na niego z politowaniem.

.......................................................................................................................................................................................................................

Pozostałe nowości