Nasiona Wiary - Opowiadania - World of WarCraft

Opowiadania

Data publikacji : 13.08.2011

Nasiona Wiary

Wyglądała jakby śniła. Twarz nocnej elfki była zupełnie rozluźniona poza jej ustami, które były nieco wykrzywione, jakby jej sen nie należał do najprzyjemniejszych. Jej ciało było nienaruszone i nie nosiło na sobie żadnych ran, w przeciwieństwie do innych, których widziano w ostatnich dniach. Tyrande Whisperwind przyklękła nad ciałem, aby lepiej się przyjrzeć. Zakrwawione wodorosty zdobiły włosy martwej kobiety, od której unosił się odór morza i powolnego rozkładu. Martwa od kilku dni. Z pewnością była ona jedną z pierwszych ofiar kataklizmu, porwaną przez powódź. Żadna kapłanka Elune nie była w stanie jej przywrócić.

"Tyrande!" wysoka kapłanka potrząsnęła głową, kiedy głos jednej z jej najbliższych powierniczek, Merende, wypełnił powietrze. Rozejrzawszy się po wybrzeżu w pobliżu wioski Rut'theran, dostrzegła Merende pocieszającą młodszą kapłankę, szlochającą w swych śnieżnobiałych szatach. Podchodząc, Tyrande zaczęła rozumieć dlaczego. Martwe ciało młodej nocnej elfki leżało tuż przed nimi.

Jej siostra, szepnęła po cichu Merende, wskazując na powód smutku kapłanki. Tyrande kiwnęła głową i wykonała gest, aby odeszły. Kiedy miejsce było już puste, zwróciła swój wzrok ku ciału. Wiedziała, że nie ma już nadziei - kończyny były powyginane w makabryczny sposób, a rozległe rany wydarły z ciała całą krew - jednak nocne elfy nie porzucały swych zmarłych braci i sióstr. Zwłoki zostaną oczyszczone, rany ukryte, a połamane członki wyprostowane, zanim ponownie powrócą one do ziemi.

Tyrande schyliła się i wytarła błoto z twarzy dziewczyny, szepcząc modlitwy do bogini księżyca, aby ta wzięła pod opiekę jej duszę i ukoiła ból jej siostry. Spod warstwy piasku wyłoniła się jasno-fioletowa skóra i fale ciemnoniebieskich włosów. Jej oczy były wciąż otwarte, wpatrzone w zachmurzone niebo. Ta twarzy przypominała jej tą, którą po raz pierwszy ujrzała tysiące lat temu. Tyrande zacisnęła powieki powstrzymując łzy.

Shandris... tak bardzo chciałabym wiedzieć co z tobą

*      *      *


"Jak daleko byłeś w stanie dotrzeć, Morthis?" zapytał Malfurion Stormrage, wręczając zwiadowcy kubek z gorącym napojem. Drugi nocny elf z radością wziął duży łyk, po czym przeszedł go dreszcz. Był zupełnie przemoczony po zakończonym patrolu, jednak odpoczynek musiał poczekać do czasu, aż podzieli się tym czego się dowiedział. Dwaj druidzi znajdowali się w najwyżej położonych komnatach w Cenarion Enclave.

"Wiatry były straszne. Udało mi się dotrzeć jedynie do Maestra's Post, jednak jego mieszkańcy otrzymali raporty z Astranaaru i Feralas." Zwiadowca przysiadł na jednej z drewnianych ławek znajdujących się w komnacie, przyglądając się nerwowo potężnym gałęziom Darnassus.

"Astranaar nie zostało zniszczone?" głos Malfuriona wypełniło poczucie ulgi. Koordynował on patrole zwiadowcze druidów od wielu dni, jednak połowa z nich, pomimo ogromnych starań, nie była w stanie nawet dotrzeć do stałego lądu. Pragnęli oni informacji, a wielu obawiało się najgorszego.

"Tak, zostało ono ocalone wraz z Nijel's Point, jednak osady na wybrzeżu nie miały tyle szczęście."

"Co masz na myśli?"

"Darkshore jest niedostępne. Żaden z wysłanych tam druidów nie powrócił," głos druida wypełnił smutek. Zaginęło wielu spośród jego przyjaciół, "Musiałem lecieć na około, aby nie porwały mnie szalejące huragany."

"Co z Feathermoon Stronghold?" zapytał Malfurion. Kiedy to powiedział, smukła figura Tyrande pojawiła się w progu komnaty.

"Feathermoon?" Morthis spojrzał na arcydruida, jakby nie był pewien czy ma kontynuować czy też nie. "Zwiadowcy nie byli w stanie nawiązać kontaktu z nikim. Z oddali widzieli szalejące morze i... nagi." Nagle szepnął widząc zbliżającą się w ich stronę Tyrande. "... setki nag." Potworne, wężowe istoty często w przeszłości atakowały Feathermoon Stronghold, jednak nigdy nie słyszano o tak potężnej inwazji.

"Czy widziano kogoś na wyspie? Kogoś kto przeżył?" zapytała nagle wysoka kapłanka.

Zwiadowca potrząsnął głową. "Nikogo." Mina Tyrande była przytłaczająca, a on poczuł ogromny ból, jaki sprawiły jej te słowa. "Ale niebo spowijała ciemność i mocno padało. Wątpię, żeby generał była..." Zamilkł aby przemyśleć swe słowa. "Znaczy, Strażnicy w Feathermoon Stronghold są jednymi z najlepszych, Wysoka Kapłanko."

Tyrande westchnęła i położyła swą dłoń na jego ramieniu. "Twa odwaga i wytrwałość przyniosły nam te wieści, Morthis. Dziękuję ci za to. To pierwszy raz, kiedy usłyszeliśmy wieści ze stałego lądu od czasu tej potwornej tragedii. O nic więcej nie będę cię teraz prosić. Odpocznij."

Zwiadowca skinął głową i wyszedł zmęczonym krokiem.

Malfurion odwrócił się w stronę swej żony. Jej piękną, niemal wiecznie młodą twarz wypełniały teraz zmartwienie, strach i ślady ogromnej determinacji, które nauczył się z łatwością rozpoznawać w czasie ich długiej znajomości.

"Było pięć ofiar w Rut'theran," powiedziała. "Żadnej z nich nie mogłam uratować."

"Tyrande..." Malfurion chwycił jej dłonie.

"Muszę po nią wyruszyć, Mal. Shandris jest mi niczym córka." Zamilkła na chwilę. "Być może jedyna córka, jaką kiedykolwiek będę miała."

Były czasy, kiedy przyszłość nie miała ograniczeń dla nocnych elfów, jednak poświęcenie błogosławieństwa Drzewa Świata Nordrassil oznaczało koniec tej ery. Konsekwencje śmiertelności były dla nich wciąż niejasne, jednak wielu czuło ogromny ciężar na swych barkach. Dzieci gwiazd nie były już wieczne.

"Rozumiem, jednak dlaczego teraz? Skąd wiesz, czy los twierdzy nie jest już przesądzony?" zapytał marszcząc brwi w zatroskaniu.

"Shandris była w moich myślach odkąd to wszystko się zaczęło. Nie mogę ci powiedzieć skąd to wiem, ale jestem tego pewna."

"Miałaś wizję?" Malfurion wiedział, że w przeszłości bogini księżyca, Elune, zsyłała na Tyrande takie dary.

"Nie, nie tym razem. Elune zdaje się być ostatnio nieobecna. Moje uczucia pochodzą z środka... Matka wie, kiedy jej dziecko jest zagrożone." Przestała na chwilę widząc sceptyczne spojrzenie Malfuriona. "Nie wszystkie więzi to więzi krwi, Mal."

"Jednak od początku tej tragedii mówiliśmy naszemu ludowi aby pozostał w Teldrassil - żeby nie szukali swych bliskich na stałym lądzie, gdzie odnajdą tylko ich ciała."

"Wierzysz zatem, że idę na śmierć?" Jej oczy rozbłysły niczym kawałki lodu.

"Nie," przyznał. Nie można było zaprzeczyć, że wysoka kapłanka była jedną z ulubienic Elune i utalentowaną wojowniczką. "Jednak ja bym nie opuścił Darnassus w tak trudnych czasach. Wiem, że wcześniej zbyt często byłem nieobecny - trapi mnie to. Chciałbym, abym był obecny w czasie wznoszenia Teldrassil, kiedy mój brat został pokonany w Outlandzie..." Westchnął. "Jednak nie mogę zmienić przeszłości. Teraz mogę być tutaj." I chcę mieć ciebie u mojego boku, chciał dodać, jednak jej spojrzenie uciszyło go.

"Los Illidana to wielka tragedia, Mal. Nic nie mogliśmy zrobić. Jego szaleństwo przejęło nad nim kontrolę" Wciąż pamiętała jaki był dziwny, kiedy Sargeras wypalił jego oczy tysiące lat temu. "Musimy skierować nasze wysiłki wobec tych, których możemy uratować... albo będziemy żałować naszych decyzji po raz kolejny."

Odwróciła się i wyszła, a jej perłowa suknia zakręciła się wokół niej, niczym szybko przybierający sztorm.

.......................................................................................................................................................................................................................

Pozostałe nowości