Krew naszych ojców - Opowiadania - World of WarCraft

Opowiadania

Data publikacji : 18.02.2012

Krew naszych ojców

Coś wybudziło króla Variana Wrynna z głębokiego snu. Kiedy stał w mroku, po korytarzach twierdzy Stormwind odbił się echem jakiś dźwięk. Ogarnęło go przerażenie, bowiem kiedyś już słyszał coś podobnego.

Varian powoli ruszył w stronę drzwi i przytknął swe ucho do dębowych desek. Nic. Żadnego ruchu. Żadnych odgłosów. Nagle, gdzieś z oddali, spoza zamku, usłyszał stłumione dźwięki wiwatujących tłumów. Czy zaspałem na dzisiejszą ceremonię?

Ponownie rozległ się dziwny dźwięk kapania, tym razem odbijający się od zimnej posadzki. Varian powoli otworzył drzwi i wyjrzał na korytarz. Hol był ciemny i cichy. Nawet pochodnie zdawały się płonąć słabym płomieniem. Jak na osobę, która dopuszczała do siebie niewiele emocji, Varian poczuł nagle, że coś się w nim poruszyło - coś starego lub młodego albo coś, co już dawno zapomniał. Było to niczym uczucie dziecięcego... strachu?

Szybko odpędził od siebie te myśli. Był Lo'Goshem, Duchem Wilka. Gladiatorem, który wzbudzał strach zarówno w swych wrogach jak i sojusznikach. Nie potrafił jednak porzucić uczucia niepokoju i niebezpieczeństwa, które ogarnęły jego ciało. Wychodząc ze swej komnaty, Varian dostrzegł, że jego strażnicy nie byli na swych posterunkach. Czy wszyscy są zajęci przygotowaniami Dnia Pamięci? Czy działo się jednak coś bardziej złowieszczego?

Ruszył ostrożnie spowitym ciemnościami korytarzem, wchodząc do ogromnej sali tronowej twierdzy Stormwind, jednak tym razem jej mury wydawały się być inne - większe, bardziej zaciemnione i puste. W oddali z kamiennego sufitu zwisały potężne zasłony przypominające zdobione pajęczyny, ze złotym haftem pyska lwa - symbolu dumy i siły potężnej nacji ludzi ze Stormwind.

W mroku Varian usłyszał krzyk i odgłosy walki. Jego wzrok wbił się w posadzkę, na której ślad krwi ewidentnie prowadził do centralnej części komnaty. Tam, w ciemnościach, ledwie dostrzegł chaotyczną walkę dwóch postaci. Kiedy wytężył wzrok, zobaczył rannego i zakrwawionego mężczyznę na kolanach, a nad nim potężną kobietę spowitą w mroku.

Varian znał dokładnie ten kształt - sylwetka oddawała pokrętną naturę jej ciała i duszy. Była to Garona Halforcen, pół-draenei, pół-ork - zabójca wyszkolona przez przeklętego Gul'dana.
Kiedy Varian stał oszołomiony w niedowierzaniu, świeża krew spływała po broni pół-orczycy, sięgając ostrza, a następnie spadając... spadając... aż uderzyła w szkarłatną marmurową posadzkę. Potok wspomnień zalał natychmiast Variana. Ta zbroja. Zdobione szaty. Mężczyzna leżący na posadzce to jego ojciec, król Llane!

Zapłakana Garona spojrzała na Variana z okrutnym uśmieszkiem, a następnie zamachnęła się nożem, a błysk stali rozdarł mrok, kiedy broń nagle zanurzyła się w klatce piersiowej klęczącego króla.

"Nie!" wykrzyknął Varian rzucając się do przodu, czołgając się po zakrwawionej podłodze, aby dotrzeć do swego ojca. Chwycił ciało króla i przytulił się do niego, kiedy twarz pół-orczycy zatopiła się w mroku.

"Ojcze," zaszlochał Varian, trzymając go w ramionach.

Usta Llane'a wykrzywiły się w bólu, a następnie popłynęła z nich stróżka świeżej krwi. Ciężko wydychając powietrze, stary król zdołał wypowiedzieć jeszcze kilka słów. "Tak się to zawsze kończy... z królami dynastii Wrynn."

Po tym, oczy Llane'a zamarły, jego szczęka opadła, tworząc przerażający wyraz twarzy. Z jego gardła wydarło się ciche chrząknięcie. Varian chciał się rozpłakać, jednak nie mógł. W cieniu otwartych ust swego ojca, dostrzegł, że coś się poruszyło.

Nagle, larwy wypełzły z ust martwego króla - tysiące wijących się robaków pokryły twarz Llane'a. Varian starał się odsunąć, jednak larwy zalały również jego, pochłaniając ciało, kiedy ten wydał z siebie ostatni krzyk.

*      *      *

Varian poderwał się ze swego krzesła, a przerażający krzyk wciąż rozbrzmiewał w jego uszach. Siedział przy swym stole z mapą w swych prywatnych kwaterach w twierdzy Stormwind. Ciepłe promienie słońca wypełniały pokój, a za oknami słychać krzyk wiwatującego tłumu. Trwają obchody Dnia Pamięci.

W jego dłoniach znajdował się srebrny medalion. Varian instynktownie postarał się go otworzyć, tak jak tysiące razy wcześniej, jednak był on zamknięty jak zawsze.

.......................................................................................................................................................................................................................

 

Pozostałe nowości