Pan swego stada - Opowiadania - World of WarCraft

Opowiadania

Data publikacji : 19.04.2011

Pan swego stada

"Nigdy nie chwytaj dłoni innego człowieka, synu..." rzekł król Archibald Greymane, a jego potężna sylwetka ledwie była widoczna w świetle półmroku. "Zawsze jest lepiej wstać samodzielnie. To właśnie odróżnia wielkich od pozostałych."

Jego syn, siedmioletni Genn, cofnął swą wyciągniętą rękę. Siedział ze skrzyżowanymi nogami na chłodnej kamiennej posadzce niedawno wzniesionych fortyfikacji. Mury były imponującym świadectwem siły jego nacji, jednak dla Genna nie były równie imponujące jak dla człowieka, który znajdował się przed nim.

  • "Czy myślisz, że zbudowano to prosząc inne królestwa o pomoc?"

Poniżej widać było przemysłowe wieże miasta Gilneas. Istotnie, był to wspaniały widok: ogromne dachy nad kamiennymi ulicami; sklepy, fabryki i unoszący się dym; faktycznie było to miasto zwrócone ku przyszłości, ku potencjałowi swych mieszkańców.

  • "Kiedy byłem młodym księciem, takim jak ty dziś, mój ojciec nawet o czymś takim nie śnił! Jednak ja śniłem i dokonałem tego, spójrz teraz na nas... Wszystko to dokonane bez wsparcia tych ze Stormwind, ani błagania o pomoc tych z Lordaeronu. Na pewno nie zwróciliśmy się do aroganckich długich uszu tych niemal-ludzi z Quel'Thalas."

Genn słyszał historie na temat Gilneas z czasów, zanim Archibald przywdział koronę. Z pewnością był to naród daleki od potęgi, którą wkrótce zdobył.

  • "Teraz wstań, chłopcze. Wstań i nie proś mnie znów o pomoc. Ponieważ to wszystko kiedyś będzie twoje, a kiedy ten czas nadejdzie, musisz być gotowy."
  • "Jest twoje, ojcze. Gilneas zawsze będzie twoje."
  • Archibald uśmiechnął się, a jego ton nagle złagodniał. "Nie, synu. Książęta stają się królami, a dnie zmieniają się w noce. Tak to jest... Chodźmy, robi się chłodno. Powinniśmy ucztować. Wydaje mi się, że dziś jest pieczony dzik."

Genn szybko wstał. Soczysty dzik w zielu swifthistle, przyrządzony przez kogoś, kogo Genn uważał za najlepszego kucharza w Azeroth, był jego ulubioną rzeczą pod dwoma księżycami.

  • "Czy myślisz że do kolacji podadzą gotowane jabłka, tato?"
  • "Jeśli chcesz gotowanych jabłek chłopcze, wówczas możesz je mieć. Taki jest los królów i ich potomków."

Po tym obaj udali się w dół murów. Ostatnie promienie światła rozbłysły na zachmurzonym niebie.

*      *      *

Transport nocnych elfów przedzierał się przez coraz bardziej wzburzone morze. Z każdą kolejną falą, która uderzała w prastare drewniane burty, które tworzyły ten statek od tysiącleci, słychać było głośny huk.

W ponurym pomieszczeniu w środku, król Genn Greymane otworzył oczy. Wspomnienie jego młodości było wciąż świeże, wciąż nawiedzało go z niezrozumiałych dla niego powodów. Nie było ono jedyne: potok wspomnień zalewał jego umysł w ostatnich dniach, zatapiając go w myślach tak, jakby starały się przekazać mu jakąś wiadomość, której nie mógł zrozumieć. Wspomnienie było tajemnicze, na swój sposób magiczne, możliwe że dziwniejsze i potężniejsze, niż magiczne moce którymi władają zakapturzeni magowie z Dalaranu.

Chciał wstać, jednak ból zmusił go do ponownego ułożenia się na łóżku. Jego ciało nie odpoczęło jeszcze po ostatniej bitwie. Bitwie o jego królestwo, bitwie którą przegrał.
Westchnął z bólu i zamknął oczy. Obrazy znów powróciły. Czara uderzająca w kamienną podłogę; Gilneańska flaga dumnie wisząca na murze; jego zmarły syn, Liam, krwawiący z ust, zatopiony w ramionach Genna.

.......................................................................................................................................................................................................................

Pozostałe nowości